Jak przechodzą spacerowicze, to chętnie się dzielimy

To jest działka rodzinna przechodząca pokoleniowo. Ojczym mojego męża wrócił z Anglii, gdzie służył w Armii Lotniczej w Dywizjonie 303. Trochę go w międzyczasie potrzymali, ale ponieważ był fotogrametrą, czyli zajmował się nanoszeniem zdjęć lotniczych na mapy, został zatrudniony w Wojskowym Instytucie Geograficznym w Alejach Jerozolimskich, blisko placu Starynkiewicza. Nanoszenie zdjęć na mapy było pożądaną umiejętnością. Jak się okazało naczelnym tego wydziału był generał Naumienko, który też był specjalistą, ale potrzebował kogoś do wykonawstwa. I jak on dowiedział się, że jest taki ktoś, kto się na tym zna, to go ściągnął do siebie. Teść trochę mieszkał na lotnisku, trochę w domu, ale głównie poświęcił się tej pracy. W którymś momencie Naumienko, jak to się mówi, „schował go”, bo bardzo nie chciał, żeby mu fachowca nie zabrali. Rodzina mieszkała tutaj na Mokotowie i tu zaczyna się temat działek.

Wiele z tych działek w tym ogrodzie było pustych po powstaniu. Teść odkupił tę działkę od kuzyna w 47’ roku, a tamten miał ją jeszcze pewnie od lat 20-tych. Teść zaczął ją uprawiać z żoną, bo wiadomo dzieci nie były do tego specjalnie chętne i miały inne zainteresowania. Tak to trwało do pewnego czasu. Później niestety zachorował i był przywożony na działkę na wózku. My w końcu z mężem zaczęliśmy na tej działce pracować. Miałam w tym czasie pracę terenową, więc nie mogła za bardzo się poświęcić działce. Siostra teściowej, żeby być blisko tej działki, sprzedała swoją na Sobieskiego i kupiła swoją tutaj na dołku. Teść się bardzo ucieszył, że ona będzie też tutaj blisko. Jej córka tutaj w ogrodzie się wychowywała a teraz ma 52 lata.

TULIPANY, RÓŻE I MICZURIN

Teść był specjalistą od map, ale też od tulipanów. Ponieważ miał zezwolenia na wyjazdy i jeździł m.in. do Szwajcarii skąd przywoził urządzenia do WIG-u, to jednocześnie przywoził tulipany - Holland’s Glory, hudożniki, generał Eisenhauer. Niektóre z nich były ogromne. Na drugiej działce po lewej stronie od Alei Niepodległości był pan, którego wszyscy nazywali Miczurin. Miał przepiękne róże wszelkiego typu i pnące i sztamowe i różne. Mało tego, jak padał deszcz to stawał pod parasolem, bo szkoda mu było ziemi na budowę altanki.

Jak dziadek odszedł, mama powiedziała, że sprzeda działkę, bo jest z nią za dużo roboty i nie daje rady z tymi wszystkimi tulipanami, które dziadek nasprowadzał. W latach 80-tych mamie pomagaliśmy. Wnuki odrastały, więc ja z Rakowca szłam tutaj na działkę z dziećmi, dopóki rodzice nie wrócą z pracy z Narbutta. Chodziliśmy sobie tak po całym ogrodzie.

Jest jeszcze jedna historia. Mówi się, że to jest nieprawda, ale ja w to wierzę. No więc miałam cebulki i posadziłam je dokładnie tak, jak to przy teściu robiłam, na odpowiednią głębokość i z zachowaniem odpowiedniej odległości. No i cebulki w ogóle nie wzeszły. Można w to wierzyć albo i nie, ale ja wierzę w to, że jak odszedł ten, który się głównie nimi zajmował, to skończyła się epoka tulipanów na tej działce. Zaczął się za to czas warzyw.

WARZYWA I OWOCE

Zaczęliśmy uprawiać warzywa, a mąż jest specjalistą od pomidorów. Raz mieliśmy pomidora, który ważył kilogram! Sama zważyłam i specjalnie zrobiłam zdjęcie. Mamy też drzewa i krzewy owocowe: wiśnie, jabłka, śliwkę, dalej są pigwy, pigwa gruszkowa, dereń, morele, goję. My tę działkę traktujemy jako ogródek działkowy. Jak przechodzą starzy spacerowicze, to chętnie się dzielimy. Raz dałam jabłka, a pani przyniosła mi szarlotkę i jak przechodzi, to zawsze się przywita, zapyta jak zdrowie. Bardzo to jest miłe.

ALTANA

Domek to był z czasów jeszcze dziadka, ale na początku lat 90-tych, jacyś panowie weszli przez płot, porozrywali siatkę. Pamiętam, że to był grudzień i wyjechaliśmy z córką poza Warszawę. Mamy telefon od teściowej, że spłonął domek na działce. Była policja, było szukanie kto, co, jak ale nikogo nie znaleźli. W tamtym czasie to było normalne, a ludzie wchodzili i kradli kwiaty. Różne były podejrzenia, bo mąż do Solidarności należał, więc może szukali czegoś. Stanęło na tym, że to bezdomni zaprószyli ogień. Mąż dostał z pracy trochę desek i w marcu zdecydowaliśmy, że trzeba się wziąć za odbudowę. Własny projekt i własny koncept. Myszy są jednak mądrzejsze od nas i te łączenia między deskami a betonem zaczęły sobie wydłubywać. Teraz wiosną jakoś się rozeszły, ale zimą tu bawią.

RELACJE

My nie mamy problemu z nikim. Nawet ten bezdomny pan, który tu w ogrodzie mieszkał, był bardzo miły i grzeczny. Sypiał w ogrodzie, zbierał puszki. Zawsze mówił dzień dobry, do widzenia. No ale stało się, jak się stało, zasnął z papierosem, ogień się zaprószył i spłonął.

PASIEKA

Dziadek miał tutaj 4 ule. Wtedy jeszcze wolno było mieć ule a tutaj wszędzie przecież były pola. I zaczęło się zbieranie miodu. W zarządzie było to pudło do odwirowywania, ale ktoś musiał to kręcić,więc my zostaliśmy do tego oddelegowani. Mieliśmy wtedy sporo tego miodu, ale potem poszło rozporządzenie, że nie można mieć uli i się skończyło.

PRZEPIS NA DERENIÓWKĘ

Każdego derenia po umyciu trochę przekroić, wrzucić z pestką do gąsiora i zalać alkoholem najlepiej 45%. Teraz wszystkie wódki mają 40% więc można dodać trochę spirytusu. Zostawić na 6 tygodni i on sobie cały czas nasiąka. Po 6 tygodniach nalewkę wyjmujemy i przesypujemy to cukrem. On jeszcze puszcza trochę soku. To, co puści wymieszać razem i wrzucić do buteleczki, zakorkować i wszystko.

Pani Scholastyka Król z mężem, ROD Obrońców Pokoju, maj 2019